W tej części znajdziecie cały materiał filmowy będący fragmentem z filmu "Niezłomny". Recenzja i zakończenie motywu w części 4. Zapraszam :)
poniedziałek, 10 kwietnia 2017
Nigdy nie daj się złamać! cz.3
W tej części znajdziecie cały materiał filmowy będący fragmentem z filmu "Niezłomny". Recenzja i zakończenie motywu w części 4. Zapraszam :)
piątek, 24 marca 2017
Nigdy nie daj się złamać! cz.2
Część 1
Część 2
W tej części znajdziecie cały materiał filmowy będący fragmentem z filmu "Niezłomny". Recenzja i zakończenie motywu w części 4. Zapraszam :)
piątek, 10 marca 2017
Nigdy nie daj się złamać! cz.1
W tej części znajdziecie cały materiał filmowy będący fragmentem z filmu "Niezłomny". Recenzja i zakończenie motywu w części 4. Zapraszam :)
niedziela, 15 stycznia 2017
Nigdy się nie poddawaj!
Nigdy się nie poddawaj! To chyba najbardziej motywujące zdanie jakie może powiedzieć człowiek drugiemu człowiekowi. Jest oczywiście wiele zwrotów, wyrażeń, które równie dobrze mogą podnieść na duchu, lecz właśnie te cztery słowa wypowiedziane razem mają największą moc.
Świetnym
przykładem potwierdzającym powyższą tezę jest oparty na faktach film "Siła
i honor". Główny bohater, Carl Brashear (w tej roli znakomity Cuba Gooding
Jr) od dziecka marzy by zostać wojskowym nurkiem specjalizującym się w
najbardziej niebezpiecznych zadaniach. I nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby
nie fakt, iż jest czarnoskórym Amerykaninem. To sprawia, że już na początku
obranej przez siebie drogi spotyka się z nieprzychylnością środowiska co do
jego osoby, poniżeniem, a także wrogim nastawieniem przełożonych. To tylko
początek tego, co czeka głównego bohatera. Pozwólcie, że reszty nie będę
zdradzać. Nie psując przy okazji oglądania filmu już teraz gorąco Was
zapraszam, bo naprawdę jest warty obejrzenia.
Pragnę zwrócić uwagę, że bohater, o którym mowa
(tutaj mogę już rzucić małym spoilerem) mimo niepowodzeń, porażek oraz drwin
nie poddał się idąc za głosem swojego serca. Bowiem, istotą życia każdego z nas
to mieć jakiś cel i na tym się skupię. Każdy z nas poszukuje w
życiu jakiejś recepty na szczęście. Jednak, sztuką nie jest podążanie za
ideami bez względu na cenę, lecz zachowanie w trakcie tego biegu własnych
wartości oraz wzorców potrafiących łamać liczne bariery.
W pogoni za marzeniem nie możemy
zapomnieć kim jesteśmy. Czasem może nam się wydawać, że lęk prze
najgorszym, obawa przed nieznanym wywołują w nas poczucie niepewności,
wątpliwości, czy obraliśmy dobrą drogę. Wówczas, siłę musimy znaleźć w
sobie, bo jeśli się poddamy, już na starcie nasz cel się oddali. W drodze
po marzenia nieraz natkniemy się na różne przeszkody, ale najważniejsze
jest to, by się nigdy nie poddawać. Nawet wtedy, gdy będzie ciężko i
gdy droga, którą będziemy musieli przejść będzie niezwykle trudna. Coś
lub ktoś będzie wiązał nam ręce, będzie chciał pozbawić nas woli do
dalszej walki, spróbuje nas złamać, zmusić byśmy się poddali. A my jak
na złość się nie poddamy, bo wierzymy w siebie.
Jednakże, czasem bywa
też tak, że kiedy myślimy, iż najgorsze już za nami, nie spodziewamy się
tego, że życie szykuje nam inne niespodzianki. Niestety, niekoniecznie
te pozytywne. Czasem coś jest niezależne od nas. Wówczas pojawiają się
chwile, w których stajemy się bezsilni, a nasze słabości nie pozwalają
nam się podnieść. Tracimy wiarę i nadzieję, że wszystko dobrze się
potoczy. Wobec tego zaczynamy się zastanawiać i zadawać sobie pytania:
Czy to już koniec? A może tak powinno być? Wtedy na kolejną próbę
wystawiona jest nasza determinacja i siła charakteru. Ponownie musimy
znaleźć w sobie odwagę, by walczyć z przeciwnościami losu i przypomnieć o
tym, o czym marzyliśmy i do czego dążyliśmy, zanim zaczęła się nasza
wędrówka. Po czym, zmotywowani oraz dzięki wytrwałości, znów stajemy twarzą
w twarz ze swoim przeznaczeniem. I chociaż wiele nas to kosztuje, nadal
wykazujemy się hartem ducha. Udowadniamy wszystkim, że wierząc we
własne możliwości, a przy tym pokonując przede wszystkim samego siebie,
jesteśmy zdolni dojść do upragnionego celu. Z honorem i satysfakcją, z
wiarą, że nigdy się nie poddaliśmy. Dlatego NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ!
Pozdrawiam,
Hart Ducha
środa, 7 grudnia 2016
1000 subskrypcji !
Drodzy czytelnicy :)
Witajcie! Po długiej nieobecności, za którą Was przepraszam, w końcu powracam. Ku mojemu zaskoczeniu i przyznam szczerze niedowierzaniu, pragnę Wam serdecznie podziękować za to co właśnie dla mnie zrobiliście. Mianowicie, mój kanał na youtube osiągnął 1000 subskrypcji! A to wszystko dzięki Wam, dzięki Waszemu wsparciu i Waszych chęci wyświetlania filmów.
Muszę przyznać, że wraz z Mikołajem sprawiliście mi niesamowity prezent. Owszem, jestem tego świadomy, ze 1000 subskrypcji to jest nic w porównaniu z takimi kanałami jak kanał Sylwestra Wardęgi, Chłopaków z 5 sposobów czy Abstrachuje bądź wielu innych znanych youtuberów, ale jak dla mnie jest to bardzo zadowalający wynik, patrząc z perspektywy tego co robię, tym bardziej, że robię to w wolnych chwilach.
Zatem, w związku z tym, że śledzicie, w mniejszym lub większym stopniu, moją działalność na youtube czy też na blogu chciałbym Wam zaprezentować w ramach podziękowań nie tylko powyższy filmik ale też coś, co od jakiegoś czasu jest wizytówką wielu znanych osobistości ze świata internetu. Mowa tu o wszelakich gadżetach, w moim przypadku "hartujących ducha". Otóż, założyłem swój własny sklep na portalu Cupsell.pl, gdzie będziecie mogli nabywać - oczywiście - wedle gustu i chęci, w pierwszej kolejności autorskie koszulki związane oczywiście z motywacją i nazwą kanału. Tworzone dla każdego, przeznaczone do noszenia na co dzień, na siłownię, czy do biegania, najważniejsze by hartowały przy tym Wasze umysły, serca i ducha. Serdecznie zapraszam do odwiedzania kanału - https://www.youtube.com/channel/UCjQ3c8CpD5Kw031Tt_YudVA bloga - http://www.hart-ducha.blogspot ale i również do sklepu, który z czasem będzie się rozwijał - http://hartducha.cupsell.pl/ .A na koniec jeszcze raz, wielkie dzięki za wszelakie komentarze, łapki w górę jak i te w dół, no i czekamy na kolejną okrągłą liczbę ;)
Pozdrawiam ;)
Witajcie! Po długiej nieobecności, za którą Was przepraszam, w końcu powracam. Ku mojemu zaskoczeniu i przyznam szczerze niedowierzaniu, pragnę Wam serdecznie podziękować za to co właśnie dla mnie zrobiliście. Mianowicie, mój kanał na youtube osiągnął 1000 subskrypcji! A to wszystko dzięki Wam, dzięki Waszemu wsparciu i Waszych chęci wyświetlania filmów.
Muszę przyznać, że wraz z Mikołajem sprawiliście mi niesamowity prezent. Owszem, jestem tego świadomy, ze 1000 subskrypcji to jest nic w porównaniu z takimi kanałami jak kanał Sylwestra Wardęgi, Chłopaków z 5 sposobów czy Abstrachuje bądź wielu innych znanych youtuberów, ale jak dla mnie jest to bardzo zadowalający wynik, patrząc z perspektywy tego co robię, tym bardziej, że robię to w wolnych chwilach.
Zatem, w związku z tym, że śledzicie, w mniejszym lub większym stopniu, moją działalność na youtube czy też na blogu chciałbym Wam zaprezentować w ramach podziękowań nie tylko powyższy filmik ale też coś, co od jakiegoś czasu jest wizytówką wielu znanych osobistości ze świata internetu. Mowa tu o wszelakich gadżetach, w moim przypadku "hartujących ducha". Otóż, założyłem swój własny sklep na portalu Cupsell.pl, gdzie będziecie mogli nabywać - oczywiście - wedle gustu i chęci, w pierwszej kolejności autorskie koszulki związane oczywiście z motywacją i nazwą kanału. Tworzone dla każdego, przeznaczone do noszenia na co dzień, na siłownię, czy do biegania, najważniejsze by hartowały przy tym Wasze umysły, serca i ducha. Serdecznie zapraszam do odwiedzania kanału - https://www.youtube.com/channel/UCjQ3c8CpD5Kw031Tt_YudVA bloga - http://www.hart-ducha.blogspot ale i również do sklepu, który z czasem będzie się rozwijał - http://hartducha.cupsell.pl/ .A na koniec jeszcze raz, wielkie dzięki za wszelakie komentarze, łapki w górę jak i te w dół, no i czekamy na kolejną okrągłą liczbę ;)
Pozdrawiam ;)
poniedziałek, 11 lipca 2016
Dziękujemy Wam Polacy!
Polska mistrzem Europy! Chciałoby się wykrzyknąć po zakończonych właśnie mistrzostwach Europy, ale niestety, ten tytuł trafił w ręce Portugalczyków. Aczkolwiek, naszym piłkarzom należą się wielkie słowa uznania i szacunku za to, co zaprezentowali na francuskich boiskach, ponieważ dojście do ćwierćfinału w tak prestiżowym turnieju jest dla nas historycznym osiągnięciem.
Krótki raport z EURO 2016
Po raz pierwszy mecze rozgrywają 24 drużyny, w tym my, Polska. Po bardzo udanych eliminacjach, po których zajęliśmy drugie miejsce w grupie, premiowane bezpośrednim awansem do finałów, oczekiwania wobec piłkarzy były wielkie. Tak świetnie zorganizowanej i dobranej kadrowo reprezentacji nie mieliśmy od lat. Trener Adam Nawałka wykonał świetną robotę sprawiając, że Polska po raz trzeci zagrała na mistrzostwach Europy. Można powiedzieć, że losowanie grup okazało się dla nas szczęśliwe, gdyż trafiliśmy na Niemców, z którymi w eliminacjach wygraliśmy pierwszy mecz 2:0 - historyczny zresztą - oraz na Irlandię Północną i Ukrainę, czyli drużyny w naszym zasięgu.
I tak też się stało. Po skromnych zwycięstwach 1:0 z Irlandczykami i Ukraińcami oraz niezwykle emocjonującym bezbramkowym remisie z Niemcami awansowaliśmy z grupy jako druga drużyna i jesteśmy w 1/8 finału. Tam czekała na nas reprezentacja Szwajcarii, którą pokonaliśmy po pierwszych w naszej historii rzutach karnych 5:4. I jesteśmy w ćwierćfinale, gdzie po ciężkim meczu i dogrywce z Portugalią, niestety przegrywamy w konkursie rzutów karnych i tutaj sen o półfinale dla nas się kończy. To tak w skrócie o naszej grze na EURO 2016.
Ocena Naszej reprezentacji
Biorąc pod uwagę nasze występy na tego typu turniejach trzeba przyznać, że od kilkunastu lat nie udało nam się niczego osiągnąć. Czy to były mistrzostwa Europy czy też mistrzostwa świata przeważnie kończyło się tak samo. Po znakomitych eliminacjach, gdy przyszło co do czego, rozgrywaliśmy mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Tym razem było inaczej. Oczekiwania były wielkie i piłkarze nas nie zawiedli. Wytrzymali presję i wykorzystując swój potencjał sprawili nam wielką niespodziankę. Niespodziankę, która trwała dłużej niż tylko trzy mecze. Każdy Polak, nieważne czy dopingował reprezentację z trybun we Francji, czy w domu przed telewizorem lub w miastach gdzieś przed telebimem, gorąco trzymał kciuki i przeżywał wraz z piłkarzami wszystkie spotkania. Wszędzie można było zauważyć biało-czerwone flagi w oknach i za szybą w samochodach. Cała Polska żyła tymi mistrzostwami, tym wielkim piłkarskim świętem. Bramki strzelali ci, którzy powinni strzelać, chociaż z drugiej strony nasza skuteczność nie imponowała. Arkadiusz Milik w meczu z Irlandią Północną, Robert Lewandowski z Portugalią, a Jakub Błaszczykowski dał swoim golem zwycięstwo nad Ukrainą i Szwajcarią. Poza tym, świetna postawa w bramce Łukasza Fabiańskiego, w obronie m.in. Łukasza Piszczka, Kamila Glika i rewelacyjnego w tych finałach Michała Pazdana, w defensywie Grzegorza Krychowiaka czy w pomocy Kamila Grosickiego i młodego Bartosza Kapustki. Czyli ogólnie piłkarzy, którzy sprostali postawionym im wymaganiom i którzy mieli być potwierdzeniem potencjału polskiej reprezentacji. Dziękujemy!
Ocena reszty uczestników
A co z innymi zespołami? Na pewno można powiedzieć, że te mistrzostwa były bardzo udane, było w nich wiele niespodzianek jak i rozczarowań. Rozczarowaniem na pewno była gra reprezentacji Anglii, która przegrała w 1/8 finału z jedną z rewelacji turnieju - malutką Islandią. Prócz tego słaby występ, jakby wypalonej, Hiszpanii, która, co prawda awansowała dalej, lecz swoją grą pozostawiała wiele do życzenia. Ponadto, z grup nie wyszła Rosja, Czechy czy choćby Szwecja. W każdym bądź razie coś za coś, bo były również wspomniane niespodzianki. Jak w każdym turnieju musiały pojawić się tzw. czarne konie. Nie licząc Polski, która także była takim czarnym koniem, swoją dobrą grą popisały się takie drużyny jak Węgry czy też wyżej wymieniona Islandia. Pozytywnie zaprezentowała się również drużyna Albanii zajmując w swojej grupie trzecie miejsce. Jednakże, największym czarnym koniem tych mistrzostw, według mnie, była Walia, która przegrała dopiero w półfinale z Portugalią. Niesamowicie szybka i składna gra Walijczyków, na czele z Garethem Bale'm, była ogromną niespodzianką i największym sukcesem w historii debiutującej reprezentacji.
Natomiast nie zawodzili tacy weterani jak Niemcy czy Włosi mający cięższą drabinkę i drogę do finału oraz grający w finale z Portugalią Francuzi. Francję, która była gospodarzem turnieju od początku bukmacherzy traktowali jako murowanego faworyta do zwycięstwa. Drużyna Didiera Deschamps'a naszpikowana gwiazdami od początku nabierała coraz to większych obrotów, a dzięki Griezmannowi, który z sześcioma bramkami został królem strzelców, z powodzeniem dotarli do finału. Do finału, w którym zagrali z Portugalią. Cristiano Ronaldo i spółka co ciekawe nie zachwycali grą na tych mistrzostwach. Po słabej grze w grupie, trzema remisami kolejno z Austrią, Islandią, Węgrami i szczęśliwym wyjściu z grupy z trzeciego miejsca, nikt nie spodziewałby się, że zagrają oni w finale. Lecz mistrzostwa Europy to rozgrywki, w których niektóre drużyny potrzebują czasu, by się rozwinąć, rozpędzić i tak właśnie było z Portugalczykami. To z nimi przegraliśmy w rzutach karnych, lecz co nas może usprawiedliwić to myśl, że przegraliśmy z dzisiejszymi mistrzami Europy. Z drużyną, która poniekąd może świecić przykładem. Z drużyną, która się nie poddawała, która walczyła do końca i wbrew krytycznym opiniom nie przestała marzyć o sukcesie.
W 2004 roku, gdzie mistrzostwa Europy rozgrywane były na portugalskich boiskach, Portugalia, po świetnej drodze do finału spotkała się z rewelacją tamtejszego turnieju - Grecją, na którą nikt nie stawiał i uległa jej 1:0. Tak teraz los okazał się łaskawy i też sprawiedliwy oddając Portugalczykom utracone kilkanaście lat temu trofeum. Tymczasem, Francja, która była przygotowana na zwycięstwo swoich piłkarzy, niestety musiała przełknąć gorycz porażki po strzale Edera w finałowej dogrywce. Ten gol dał puchar, upragniony i wyczekiwany przez Cristiano Ronaldo, a zabrał go gospodarzom. Jeśli chodzi o mnie, w finale kibicowałem Francuzom i chociaż darzę sympatią reprezentację Portugalii uważałem, że niezasłużenie doszła do finału. Można powiedzieć, że szczęśliwie przebrnęła przez całą drabinkę, aczkolwiek, tak jak wcześniej wspomniałem z meczu na mecz nabierała rozpędu i w efekcie zagrała świetne spotkanie z Francją. Mecz bardzo wyrównany, z wielkim dramatem ikony Cristiano Ronaldo w tle, ale lepsza okazała się Portugalia i to ona przez następne cztery lata, do czasu rozgrywania kolejnych mistrzostw Europy, będzie bronić tego tytułu.
KUBA PRZYKŁADEM HARTU DUCHA
Na koniec, jeszcze raz wielkie gratulacje dla Polaków. Było blisko. Kto wie, moglibyśmy zajść jeszcze dalej, gdyby nie wykorzystany w ćwierćfinale rzut karny przez Kubę Błaszczykowskiego, ale pamiętajmy o tym, że gdyby nie Kuba, w tym ćwierćfinale byśmy się nie znaleźli. Zagrał świetny turniej, dlatego sądzę, że jeżeli ktoś miał nie wykorzystać rzutu karnego, to właśnie dobrze się stało, że był to Kuba. Dlaczego? Bo jest silny psychicznie i dzięki jego doświadczeniu potrafiliśmy stawić czoła Ukrainie, a później Szwajcarii. Jak mawiają komentatorzy - mecz, w którym Błaszczykowski strzela bramkę jest meczem wygranym. Zatem, Kuba jest zawodnikiem, który mimo wszystko potrafi wziąć odpowiedzialność i cały ciężar na siebie. Jest co prawda pewien niedosyt, lecz na pewno się z tego podniesie. Jednakże, trzeba też szczerze powiedzieć, że mecz ze Szwajcarią zakończył się dla nas szczęśliwie i przedłużył nasze emocje, gdyż Szwajcarzy nie byli słabą drużyną, dlatego sprawiedliwości stało się zadość i w meczu z Portugalią musieliśmy już, niestety, skapitulować. Lecz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pokazaliśmy się z jak najlepszej strony, udowodniliśmy, że mamy potencjał i go wykorzystaliśmy. Sprawiliśmy, że reprezentacji Polski nie można było w tych mistrzostwach zlekceważyć a co najważniejsze, utrzymaliśmy formę z eliminacji i obyśmy ją utrzymali jak najdłużej.
Życzę Polsce i piłkarzom byśmy awansowali również na zbliżające się powolnymi krokami mistrzostwa świata i na tej, tym razem międzynarodowej imprezie, zaistnieli w wielkiej piłce potwierdzając nasz kolektyw. Trener Nawałka zostaje, tak więc nadzieje znów są w nim i w zawodnikach pokładane. Oczekiwania w miarę sukcesu z biegiem czasu będą rosły, a chłopaki niech grają tak jak do tej pory, z przykładem wielkiego hartu ducha Kuby Błaszczykowskiego. Co nas nie zabije to nas wzmocni i uczyni jeszcze silniejszymi. My kibice, jesteśmy szczęśliwi, do nikogo nie mamy urazu i dziękujemy za dostarczone emocje oraz niezapomniane wrażenia. W końcu, Polska może dumnie poszczycić się sukcesami nie tylko w siatkówce, piłce ręcznej czy w skokach narciarskich, ale i w najbardziej popularnej dyscyplinie sportowej, zarówno na świecie jak i w naszym kraju, jaką jest piłka nożna. W sporcie jakże nieprzewidywalnym, jakże spektakularnym i udowadniającym, że niemożliwe nie istnieje.
Pozdrawiam,
Hart Ducha :)
Krótki raport z EURO 2016
Po raz pierwszy mecze rozgrywają 24 drużyny, w tym my, Polska. Po bardzo udanych eliminacjach, po których zajęliśmy drugie miejsce w grupie, premiowane bezpośrednim awansem do finałów, oczekiwania wobec piłkarzy były wielkie. Tak świetnie zorganizowanej i dobranej kadrowo reprezentacji nie mieliśmy od lat. Trener Adam Nawałka wykonał świetną robotę sprawiając, że Polska po raz trzeci zagrała na mistrzostwach Europy. Można powiedzieć, że losowanie grup okazało się dla nas szczęśliwe, gdyż trafiliśmy na Niemców, z którymi w eliminacjach wygraliśmy pierwszy mecz 2:0 - historyczny zresztą - oraz na Irlandię Północną i Ukrainę, czyli drużyny w naszym zasięgu.
I tak też się stało. Po skromnych zwycięstwach 1:0 z Irlandczykami i Ukraińcami oraz niezwykle emocjonującym bezbramkowym remisie z Niemcami awansowaliśmy z grupy jako druga drużyna i jesteśmy w 1/8 finału. Tam czekała na nas reprezentacja Szwajcarii, którą pokonaliśmy po pierwszych w naszej historii rzutach karnych 5:4. I jesteśmy w ćwierćfinale, gdzie po ciężkim meczu i dogrywce z Portugalią, niestety przegrywamy w konkursie rzutów karnych i tutaj sen o półfinale dla nas się kończy. To tak w skrócie o naszej grze na EURO 2016.
Ocena Naszej reprezentacji
Biorąc pod uwagę nasze występy na tego typu turniejach trzeba przyznać, że od kilkunastu lat nie udało nam się niczego osiągnąć. Czy to były mistrzostwa Europy czy też mistrzostwa świata przeważnie kończyło się tak samo. Po znakomitych eliminacjach, gdy przyszło co do czego, rozgrywaliśmy mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Tym razem było inaczej. Oczekiwania były wielkie i piłkarze nas nie zawiedli. Wytrzymali presję i wykorzystując swój potencjał sprawili nam wielką niespodziankę. Niespodziankę, która trwała dłużej niż tylko trzy mecze. Każdy Polak, nieważne czy dopingował reprezentację z trybun we Francji, czy w domu przed telewizorem lub w miastach gdzieś przed telebimem, gorąco trzymał kciuki i przeżywał wraz z piłkarzami wszystkie spotkania. Wszędzie można było zauważyć biało-czerwone flagi w oknach i za szybą w samochodach. Cała Polska żyła tymi mistrzostwami, tym wielkim piłkarskim świętem. Bramki strzelali ci, którzy powinni strzelać, chociaż z drugiej strony nasza skuteczność nie imponowała. Arkadiusz Milik w meczu z Irlandią Północną, Robert Lewandowski z Portugalią, a Jakub Błaszczykowski dał swoim golem zwycięstwo nad Ukrainą i Szwajcarią. Poza tym, świetna postawa w bramce Łukasza Fabiańskiego, w obronie m.in. Łukasza Piszczka, Kamila Glika i rewelacyjnego w tych finałach Michała Pazdana, w defensywie Grzegorza Krychowiaka czy w pomocy Kamila Grosickiego i młodego Bartosza Kapustki. Czyli ogólnie piłkarzy, którzy sprostali postawionym im wymaganiom i którzy mieli być potwierdzeniem potencjału polskiej reprezentacji. Dziękujemy!
Ocena reszty uczestników
A co z innymi zespołami? Na pewno można powiedzieć, że te mistrzostwa były bardzo udane, było w nich wiele niespodzianek jak i rozczarowań. Rozczarowaniem na pewno była gra reprezentacji Anglii, która przegrała w 1/8 finału z jedną z rewelacji turnieju - malutką Islandią. Prócz tego słaby występ, jakby wypalonej, Hiszpanii, która, co prawda awansowała dalej, lecz swoją grą pozostawiała wiele do życzenia. Ponadto, z grup nie wyszła Rosja, Czechy czy choćby Szwecja. W każdym bądź razie coś za coś, bo były również wspomniane niespodzianki. Jak w każdym turnieju musiały pojawić się tzw. czarne konie. Nie licząc Polski, która także była takim czarnym koniem, swoją dobrą grą popisały się takie drużyny jak Węgry czy też wyżej wymieniona Islandia. Pozytywnie zaprezentowała się również drużyna Albanii zajmując w swojej grupie trzecie miejsce. Jednakże, największym czarnym koniem tych mistrzostw, według mnie, była Walia, która przegrała dopiero w półfinale z Portugalią. Niesamowicie szybka i składna gra Walijczyków, na czele z Garethem Bale'm, była ogromną niespodzianką i największym sukcesem w historii debiutującej reprezentacji.
Natomiast nie zawodzili tacy weterani jak Niemcy czy Włosi mający cięższą drabinkę i drogę do finału oraz grający w finale z Portugalią Francuzi. Francję, która była gospodarzem turnieju od początku bukmacherzy traktowali jako murowanego faworyta do zwycięstwa. Drużyna Didiera Deschamps'a naszpikowana gwiazdami od początku nabierała coraz to większych obrotów, a dzięki Griezmannowi, który z sześcioma bramkami został królem strzelców, z powodzeniem dotarli do finału. Do finału, w którym zagrali z Portugalią. Cristiano Ronaldo i spółka co ciekawe nie zachwycali grą na tych mistrzostwach. Po słabej grze w grupie, trzema remisami kolejno z Austrią, Islandią, Węgrami i szczęśliwym wyjściu z grupy z trzeciego miejsca, nikt nie spodziewałby się, że zagrają oni w finale. Lecz mistrzostwa Europy to rozgrywki, w których niektóre drużyny potrzebują czasu, by się rozwinąć, rozpędzić i tak właśnie było z Portugalczykami. To z nimi przegraliśmy w rzutach karnych, lecz co nas może usprawiedliwić to myśl, że przegraliśmy z dzisiejszymi mistrzami Europy. Z drużyną, która poniekąd może świecić przykładem. Z drużyną, która się nie poddawała, która walczyła do końca i wbrew krytycznym opiniom nie przestała marzyć o sukcesie.
W 2004 roku, gdzie mistrzostwa Europy rozgrywane były na portugalskich boiskach, Portugalia, po świetnej drodze do finału spotkała się z rewelacją tamtejszego turnieju - Grecją, na którą nikt nie stawiał i uległa jej 1:0. Tak teraz los okazał się łaskawy i też sprawiedliwy oddając Portugalczykom utracone kilkanaście lat temu trofeum. Tymczasem, Francja, która była przygotowana na zwycięstwo swoich piłkarzy, niestety musiała przełknąć gorycz porażki po strzale Edera w finałowej dogrywce. Ten gol dał puchar, upragniony i wyczekiwany przez Cristiano Ronaldo, a zabrał go gospodarzom. Jeśli chodzi o mnie, w finale kibicowałem Francuzom i chociaż darzę sympatią reprezentację Portugalii uważałem, że niezasłużenie doszła do finału. Można powiedzieć, że szczęśliwie przebrnęła przez całą drabinkę, aczkolwiek, tak jak wcześniej wspomniałem z meczu na mecz nabierała rozpędu i w efekcie zagrała świetne spotkanie z Francją. Mecz bardzo wyrównany, z wielkim dramatem ikony Cristiano Ronaldo w tle, ale lepsza okazała się Portugalia i to ona przez następne cztery lata, do czasu rozgrywania kolejnych mistrzostw Europy, będzie bronić tego tytułu.
KUBA PRZYKŁADEM HARTU DUCHA
Na koniec, jeszcze raz wielkie gratulacje dla Polaków. Było blisko. Kto wie, moglibyśmy zajść jeszcze dalej, gdyby nie wykorzystany w ćwierćfinale rzut karny przez Kubę Błaszczykowskiego, ale pamiętajmy o tym, że gdyby nie Kuba, w tym ćwierćfinale byśmy się nie znaleźli. Zagrał świetny turniej, dlatego sądzę, że jeżeli ktoś miał nie wykorzystać rzutu karnego, to właśnie dobrze się stało, że był to Kuba. Dlaczego? Bo jest silny psychicznie i dzięki jego doświadczeniu potrafiliśmy stawić czoła Ukrainie, a później Szwajcarii. Jak mawiają komentatorzy - mecz, w którym Błaszczykowski strzela bramkę jest meczem wygranym. Zatem, Kuba jest zawodnikiem, który mimo wszystko potrafi wziąć odpowiedzialność i cały ciężar na siebie. Jest co prawda pewien niedosyt, lecz na pewno się z tego podniesie. Jednakże, trzeba też szczerze powiedzieć, że mecz ze Szwajcarią zakończył się dla nas szczęśliwie i przedłużył nasze emocje, gdyż Szwajcarzy nie byli słabą drużyną, dlatego sprawiedliwości stało się zadość i w meczu z Portugalią musieliśmy już, niestety, skapitulować. Lecz nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pokazaliśmy się z jak najlepszej strony, udowodniliśmy, że mamy potencjał i go wykorzystaliśmy. Sprawiliśmy, że reprezentacji Polski nie można było w tych mistrzostwach zlekceważyć a co najważniejsze, utrzymaliśmy formę z eliminacji i obyśmy ją utrzymali jak najdłużej.
Życzę Polsce i piłkarzom byśmy awansowali również na zbliżające się powolnymi krokami mistrzostwa świata i na tej, tym razem międzynarodowej imprezie, zaistnieli w wielkiej piłce potwierdzając nasz kolektyw. Trener Nawałka zostaje, tak więc nadzieje znów są w nim i w zawodnikach pokładane. Oczekiwania w miarę sukcesu z biegiem czasu będą rosły, a chłopaki niech grają tak jak do tej pory, z przykładem wielkiego hartu ducha Kuby Błaszczykowskiego. Co nas nie zabije to nas wzmocni i uczyni jeszcze silniejszymi. My kibice, jesteśmy szczęśliwi, do nikogo nie mamy urazu i dziękujemy za dostarczone emocje oraz niezapomniane wrażenia. W końcu, Polska może dumnie poszczycić się sukcesami nie tylko w siatkówce, piłce ręcznej czy w skokach narciarskich, ale i w najbardziej popularnej dyscyplinie sportowej, zarówno na świecie jak i w naszym kraju, jaką jest piłka nożna. W sporcie jakże nieprzewidywalnym, jakże spektakularnym i udowadniającym, że niemożliwe nie istnieje.
Pozdrawiam,
Hart Ducha :)
niedziela, 5 czerwca 2016
EURO 2016 i Francja jako gospodarz
Witam :)
Kolejny post zacznę od krótkiego pytania: Co nastąpi 10 czerwca? Większość fanów piłki nożnej będzie znała odpowiedź, mianowicie 10 czerwca bieżącego roku nastąpi otwarcie Mistrzostw Europy we Francji. Z kolei gdybym zapytał, co wydarzyło się 10 czerwca 2000 roku, wówczas odpowiedź nie byłaby już tak jasna i spora część, myślę, zaczęłaby się zastanawiać. Otóż, tego dnia odbył się inauguracyjny mecz EURO 2000 na stadionach Holandii i Belgii. Lecz dlaczego łączę te dwie daty? W sumie to, że EURO 2000 i 2016 rozpoczyna się 10 czerwca to raczej taka ciekawostka, a bardziej chciałbym się skupić na tym, iż 16 lat temu zwycięzcami mistrzostw Europy byli Francuzi, którzy dzisiaj są gospodarzami tego prestiżowego europejskiego turnieju. Przypadek, czy też może zrządzenie losu? Może też się pojawić sugestia, że typuje Francuzów. Nic z tych rzeczy. Chociaż jako gospodarze mają teoretycznie wielkie szanse na powtórzenie wyczynu z 2000 roku, ale nie zapominajmy, że to jest futbol i tutaj wszystko jest możliwe tak jak nieobecność reprezentacji Holandii. A to jest ogromne zaskoczenie nie tylko dla mnie, lecz i dla wielu ekspertów oraz sympatyków tego sportu. No ale wróćmy teraz do meritum sprawy, gdzie wyjaśnię wam pokrótce o co mi chodzi...
2 lipca 2000 roku na stadionie Feyenoordu Rotterdam Anders Frisk o godzinie 20:00 gwizdkiem sędziowskim rozpoczyna jeden z najwspanialszych i najbardziej dramatycznych finałów piłkarskich Mistrzostw Europy. Mecz Francja - Włochy oglądany przez miliony kibiców na trybunach i przed telewizorami. Zapowiadały się niesamowite emocje, bowiem obydwie drużyny nie miały lekkiej drogi by dotrzeć do finału. Zwłaszcza w półfinałach musiały przejść przez ciężką przeprawę, w której Francuzi po dogrywce pokonali Portugalczyków a Włosi dopiero w rzutach karnych poskromili Holendrów. Dwie wielkie reprezentacje stanęły naprzeciwko siebie w tym jednym, ostatnim meczu i żadna nie myślała o tym, by to spotkanie przegrać.
Mecz niezwykle wyrównany, akcja za akcją, w zespołach mnóstwo gwiazd, które przez cały turniej dzielnie reprezentowały swoje państwa. I dopiero w 55 minucie Marco Delvecchio po składnej grze całej drużyny daje prowadzenie Włochom. Francuzi starali się atakować bramkę Buffona, ale w końcu Włosi słyną z solidnej i twardej defensywy. Aż do 94 minuty doliczonego już czasu, gdzie Wiltordowi Sylvain udaje się strzałem z lewej strony pola karnego umieścić piłkę w siatce i przywrócić swoim rodakom nadzieję, o którą tak dzielnie walczyli. Gwizdek sędziego kończący regulaminowy czas gry i zapowiadający dogrywkę, która dopiero teraz podnosi dramaturgię meczu. Takie sytuacje osłabiają zwykle drużynę, której zwycięstwo zostało praktycznie wyszarpane z rąk, a dodaje skrzydeł tym, którzy powstali z martwych. I tak też się stało. W 103 minucie po błędzie włoskich zawodników Robert Pires zagrywa piłkę w pole karne i pięknym strzałem z woleja David Trezeguet daje zwycięstwo Francuzom strzelając złotego gola, który wówczas obowiązywał jako obecnie już nieużywana w piłce nożnej zasada dotycząca dogrywek, przekreślając w ten sposób jakiekolwiek szanse Włochów na zdobycie trofeum. Tak oto Francja drugi raz z rzędu cieszyła się z tytułu mistrza, gdyż dwa lata wcześniej w 1998 roku po zwycięstwie 3:0 nad Brazylią zdobyła puchar mistrzostw świata. Zresztą cofnijmy się do tamtego pamiętnego finału EURO 2000...
CZĘŚĆ 1
CZĘŚĆ 2
Zatem czy teraz po 16 latach Francuzi na swoich stadionach znów mogą pokusić się o sukcesy? Mają silny zespół i fakt, jako gospodarze są jednymi z faworytów, lecz nie zapominajmy, że to jest turniej i tutaj wszystko jest możliwe. Nie ma pewniaków, kandydaci na tron mogą być tylko teoretyczni i tylko drużyna, która utrzyma równą formę, a przede wszystkim wykaże się świetnym przygotowaniem fizycznym oraz mentalnym przez cały czas trwania mistrzostw będzie świętować zdobyty tytuł.
My za to miejmy nadzieję, że nasza polska reprezentacja, dla której jest to trzeci występ na mistrzostwach Europy będzie czarnym koniem tych rozgrywek i zaprezentuje poziom wysoki utrzymując przy tym formę z eliminacji, bo szkoda byłoby zmarnować tak wielki potencjał i fantastyczną dyspozycję polskich zawodników. Wierzmy, że dzięki duetowi jaki stanowią trener Adam Nawałka i prezes Zbigniew Boniek Polska zajdzie daleko, niekoniecznie już do finału, ale jak to mówią, do trzech razy sztuka i biorąc pod uwagę Mistrzostwa Europy będziemy mogli być dumni ze swoich piłkarzy. Zatem trzymajmy kciuki za polską reprezentację oraz życzmy sobie, by EURO 2016 było również spektakularne jak to 16 lat temu.
Pozdrawiam,
Hart Ducha :)
Kolejny post zacznę od krótkiego pytania: Co nastąpi 10 czerwca? Większość fanów piłki nożnej będzie znała odpowiedź, mianowicie 10 czerwca bieżącego roku nastąpi otwarcie Mistrzostw Europy we Francji. Z kolei gdybym zapytał, co wydarzyło się 10 czerwca 2000 roku, wówczas odpowiedź nie byłaby już tak jasna i spora część, myślę, zaczęłaby się zastanawiać. Otóż, tego dnia odbył się inauguracyjny mecz EURO 2000 na stadionach Holandii i Belgii. Lecz dlaczego łączę te dwie daty? W sumie to, że EURO 2000 i 2016 rozpoczyna się 10 czerwca to raczej taka ciekawostka, a bardziej chciałbym się skupić na tym, iż 16 lat temu zwycięzcami mistrzostw Europy byli Francuzi, którzy dzisiaj są gospodarzami tego prestiżowego europejskiego turnieju. Przypadek, czy też może zrządzenie losu? Może też się pojawić sugestia, że typuje Francuzów. Nic z tych rzeczy. Chociaż jako gospodarze mają teoretycznie wielkie szanse na powtórzenie wyczynu z 2000 roku, ale nie zapominajmy, że to jest futbol i tutaj wszystko jest możliwe tak jak nieobecność reprezentacji Holandii. A to jest ogromne zaskoczenie nie tylko dla mnie, lecz i dla wielu ekspertów oraz sympatyków tego sportu. No ale wróćmy teraz do meritum sprawy, gdzie wyjaśnię wam pokrótce o co mi chodzi...
2 lipca 2000 roku na stadionie Feyenoordu Rotterdam Anders Frisk o godzinie 20:00 gwizdkiem sędziowskim rozpoczyna jeden z najwspanialszych i najbardziej dramatycznych finałów piłkarskich Mistrzostw Europy. Mecz Francja - Włochy oglądany przez miliony kibiców na trybunach i przed telewizorami. Zapowiadały się niesamowite emocje, bowiem obydwie drużyny nie miały lekkiej drogi by dotrzeć do finału. Zwłaszcza w półfinałach musiały przejść przez ciężką przeprawę, w której Francuzi po dogrywce pokonali Portugalczyków a Włosi dopiero w rzutach karnych poskromili Holendrów. Dwie wielkie reprezentacje stanęły naprzeciwko siebie w tym jednym, ostatnim meczu i żadna nie myślała o tym, by to spotkanie przegrać.
Mecz niezwykle wyrównany, akcja za akcją, w zespołach mnóstwo gwiazd, które przez cały turniej dzielnie reprezentowały swoje państwa. I dopiero w 55 minucie Marco Delvecchio po składnej grze całej drużyny daje prowadzenie Włochom. Francuzi starali się atakować bramkę Buffona, ale w końcu Włosi słyną z solidnej i twardej defensywy. Aż do 94 minuty doliczonego już czasu, gdzie Wiltordowi Sylvain udaje się strzałem z lewej strony pola karnego umieścić piłkę w siatce i przywrócić swoim rodakom nadzieję, o którą tak dzielnie walczyli. Gwizdek sędziego kończący regulaminowy czas gry i zapowiadający dogrywkę, która dopiero teraz podnosi dramaturgię meczu. Takie sytuacje osłabiają zwykle drużynę, której zwycięstwo zostało praktycznie wyszarpane z rąk, a dodaje skrzydeł tym, którzy powstali z martwych. I tak też się stało. W 103 minucie po błędzie włoskich zawodników Robert Pires zagrywa piłkę w pole karne i pięknym strzałem z woleja David Trezeguet daje zwycięstwo Francuzom strzelając złotego gola, który wówczas obowiązywał jako obecnie już nieużywana w piłce nożnej zasada dotycząca dogrywek, przekreślając w ten sposób jakiekolwiek szanse Włochów na zdobycie trofeum. Tak oto Francja drugi raz z rzędu cieszyła się z tytułu mistrza, gdyż dwa lata wcześniej w 1998 roku po zwycięstwie 3:0 nad Brazylią zdobyła puchar mistrzostw świata. Zresztą cofnijmy się do tamtego pamiętnego finału EURO 2000...
CZĘŚĆ 1
CZĘŚĆ 2
Zatem czy teraz po 16 latach Francuzi na swoich stadionach znów mogą pokusić się o sukcesy? Mają silny zespół i fakt, jako gospodarze są jednymi z faworytów, lecz nie zapominajmy, że to jest turniej i tutaj wszystko jest możliwe. Nie ma pewniaków, kandydaci na tron mogą być tylko teoretyczni i tylko drużyna, która utrzyma równą formę, a przede wszystkim wykaże się świetnym przygotowaniem fizycznym oraz mentalnym przez cały czas trwania mistrzostw będzie świętować zdobyty tytuł.
My za to miejmy nadzieję, że nasza polska reprezentacja, dla której jest to trzeci występ na mistrzostwach Europy będzie czarnym koniem tych rozgrywek i zaprezentuje poziom wysoki utrzymując przy tym formę z eliminacji, bo szkoda byłoby zmarnować tak wielki potencjał i fantastyczną dyspozycję polskich zawodników. Wierzmy, że dzięki duetowi jaki stanowią trener Adam Nawałka i prezes Zbigniew Boniek Polska zajdzie daleko, niekoniecznie już do finału, ale jak to mówią, do trzech razy sztuka i biorąc pod uwagę Mistrzostwa Europy będziemy mogli być dumni ze swoich piłkarzy. Zatem trzymajmy kciuki za polską reprezentację oraz życzmy sobie, by EURO 2016 było również spektakularne jak to 16 lat temu.
Pozdrawiam,
Hart Ducha :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)